Przechadzając się po mieście, czy przesiadując długie godziny na uczelnianym stołku zdarza mi się niekiedy słyszeć pospolite ludzkie narzekania na to, jakim ktoś tam jest strasznym idiotą. Od dłuższego czasu mam skłonność do pobłażliwego uśmiechania się w odpowiedzi na podobne, mimochodem wychwycone skargi. Przecież nie istnieje wspanialszy komplement!
Znałam kiedyś jednego idiotę i muszę powiedzieć, że nie zdarzyło mi się spotkać człowieka mądrzejszego i bardziej rozbrajającego niż on. Znajomość ta trwała jednak tylko jakieś dwa tygodnie, a to wszystko przez moją zachłanność! Mogłabym znać go dłużej, gdybym powściągnęła apetyt, ale niestety okazało się, że jestem do tego całkowicie niezdolna. Przyjaźń ta była papierowa, ale w końcu dostąpiła także zaszczytu wizualizacji...
Czy ktoś tu czytał powieść "Idiota" Fiodora Dostojewskiego? Nie ma prostszej drogi, by zawrzeć tę samą znajomość! Chociaż może jest? Ta wizualna.
Mam tu na myśli mini-serial produkcji rosyjskiej "Idiota" (2003) w reżyserii Władimira Bortko.
W zaledwie dziesięć odcinków tego mistrzowsko zrealizowanego widowiska mamy możliwość śledzenia smutnych losów księcia (tylko z tytułu) Lwa Nikołajewicza Myszkina - człowieka tak poczciwego, wzruszająco inteligentnego i cierpliwego, że... nieustannie nazywanego idiotą!
O tak, w otoczeniu dziewiętnastowiecznej petersburskiej śmietanki towarzyskiej, wśród której brylują pochlebcy, oszuści i histerycy obu płci, ten nieszczęsny ubogi epileptyk nie może być nazywany inaczej. Tak bardzo różni się on od tych bogatych manekinów, a jednak... ufa im bezgranicznie i dla byle łotra gotów byłby się poświęcić w najgłupszy z możliwych sposobów.
O tak, w otoczeniu dziewiętnastowiecznej petersburskiej śmietanki towarzyskiej, wśród której brylują pochlebcy, oszuści i histerycy obu płci, ten nieszczęsny ubogi epileptyk nie może być nazywany inaczej. Tak bardzo różni się on od tych bogatych manekinów, a jednak... ufa im bezgranicznie i dla byle łotra gotów byłby się poświęcić w najgłupszy z możliwych sposobów.
Faktycznie, powiecie, idiota! Ale to nie z nim jest coś nie tak! To świat wyzbyty wszelkiej wrażliwości, nieufny i zblazowany nie rozumie dziecinnego entuzjazmu Myszkina, który w prostej linii przypominać widzowi (czy też czytelnikowi?) musi postać Jezusa Chrystusa.
Nasz nowy Nazarejczyk spotyka na swej drodze istotę wyjątkowo pokrętną i pokrzywdzoną - Nastasję Fillipowną. Oczywiście, od razu zostaje na nią skazany przez swoje miłosierdzie. Na nią i na walkę z jej postępującym popędem do autodestrukcji. Nie może pozwolić jej zginąć, czyni ją więc swoim krzyżem.
Ów boży głupiec z czystym sercem wybitnie odtwarzany jest przez Jewgenijego Mironowa. Ten aktor nie gra Myszkina - on się nim najzwyczajniej w świecie staje! Lidia Wielieżewa w roli Nastasji także wypadła doskonale, a Władimir Maszkow wykreował Rogożyna cudownie dwubiegunowego (była to postać niemal jednoznacznie negatywna, w serialu pojawił się zaś subtelnie zarysowany dualizm).
Całe widowisko ujmuje teatralnością, dbałością o oddanie klimatu dziewiętnastowiecznego Petersburga oraz wręcz niespotykaną wiernością książkowemu pierwowzorowi. To rzadka zaleta filmowych realizacji powieści, a należy wspomnieć, że książka ta do najprostszych nie należy! Mnogość postaci i wątków zawsze przeplata się u Dostojewskiego i tworzy swoistą mozaikę. Nie przeszkadza to jednak twórcom serialu, którzy doskonale odnajdują się w tym labiryncie.
Całe widowisko ujmuje teatralnością, dbałością o oddanie klimatu dziewiętnastowiecznego Petersburga oraz wręcz niespotykaną wiernością książkowemu pierwowzorowi. To rzadka zaleta filmowych realizacji powieści, a należy wspomnieć, że książka ta do najprostszych nie należy! Mnogość postaci i wątków zawsze przeplata się u Dostojewskiego i tworzy swoistą mozaikę. Nie przeszkadza to jednak twórcom serialu, którzy doskonale odnajdują się w tym labiryncie.
Zakończenie widowiska wstrząsnęło mną nawet silniej, aniżeli finał książki. Papierowi bohaterowie obleczeni w ciała nabrali realności, a fatalność ich losów poraziła znacznie bardziej, gdyż stała się boleśnie namacalna, a widzowi przez to po prostu bliska.
Tak oto książka, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ożyła dzięki fantazji twórców serialu i wyszeptała na zakończenie tylko jedno: że każdy Chrystus musi w końcu zostać ukrzyżowany.
| <Jewgenij Mironow jako książę Lew Nikołajewicz Myszkin> |
<Profesjonalnie zmotnowany zwiastun fanowski. Napisy angielskie można włączyć>
