Zima, śnieg (choćby i nawet teoretyczny), długie noce... czy można wyobrazić sobie lepsze środowisko do rozwoju wyobraźni? Nas kropla marzeń w szarym wirze styczniowej rzeczywistości nic nie będzie kosztować, a filmowców? Czy za bilet do filmowej krainy wyobraźni można zapłacić jeden grosz i nie trafić do podrzędnego hoteliku pełnego efektów specjalnych pod postacią karaluchów wielkości wołów?
Można?
Można.
Przyjemną, choć mało znaną, mało dochodową i niskobudżetową wycieczkę zapewnić może fińsko-kanadyjskie Imaginaerum z roku 2012 w reżyserii Stobe Harju. Warto krótko nakreślić genezę powstania tego w gruncie rzeczy dość niecodziennego obrazu. Po wydaniu w roku 2011 albumu Imaginaerum członkowie fińskiej grupy muzycznej Nightwish doszli wspólnie do wniosku, że krążek wyszedł apetyczny, więc... czemu by go nie zmaterializować? Początkowo pojawił się pomysł stworzenia osobnych teledysków do każdej piosenki, ale z tego zrezygnowano niemal natychmiast i podjęto decyzję o realizacji pełnometrażowego filmu fabularnego, który odtworzyłby krainę wyobraźni, a nuty oblekł w kształty. Po licznych turbulencjach obraz powstał i... oczywiście się nie zwrócił. Cóż... kogo, poza fanami, zainteresuje film o twórczości tego zespołu? Niewielu. Można oczywiście oglądać go, nie znając grupy. Znajomość nieco pogłębia, ale jej brak nie zubaża zauważalnie.
Tak więc, co my tu mamy?
Mamy podstarzałego kompozytora, Toma, który na skutek demencji starczej stopniowo tracił kontakt z rzeczywistością, aż w końcu zapadł w śpiączkę. Zamknięty w pułapce swojego umysłu, cofnął się do czasów dzieciństwa. Jedyną ucieczką jest odnalezienie utraconych wspomnień. Także wspomnień o córce, z którą kontakt przed laty utracił.
Imaginaerum prowadzi widza przez świat powykrzywiany symbolami, zdominowany przez złowrogiego Bałwana. Tom musi stawić czoła samemu sobie i swoim koszmarom, a jego córka, Gem, w tym samym czasie mierzy się z decyzją o eutanazji nieprzytomnego ojca.
Mimo braku dławiących efektów specjalnych typowych dla kina dwudziestego pierwszego wieku obraz jednak zaskakuje. Symfoniczna muzyka metalowa zredukowana do formy ścieżki dźwiękowej doskonale harmonizuje z poszczególnymi etapami fabuły, a magiczny klimat to coś, czego filmowi z całą pewnością nie brak. Brak tu jedynie czasu na rozwój fabuły i pogłębienie postaci, ale czego można oczekiwać od bandy zdziczałych finów rodem z karelskiego lasu, którzy z kręceniem filmów niewiele mieli wspólnego? Wszelkie ubytki rekompensuje mi choćby imponująca scena w koszmarnym cyrku, gdzie bohater mierzy się ze swoim odwiecznym strachem przed klaunami.
Imaginaerum jest podróżą do krainy zimy i cichej nostalgii za dziecięcymi fantazjami, ale i przestrogą przed beznamiętnym oddawaniem się we władanie bajek. Znieczulica marzycieli to nowotwór, który trawi ich niezauważalnie latami, aż nagle przychodzi dzień zapłaty za lata ucieczki przed realnym światem. Podróż powrotna może być... ostatnią.
Imaginaerum jest podróżą do krainy zimy i cichej nostalgii za dziecięcymi fantazjami, ale i przestrogą przed beznamiętnym oddawaniem się we władanie bajek. Znieczulica marzycieli to nowotwór, który trawi ich niezauważalnie latami, aż nagle przychodzi dzień zapłaty za lata ucieczki przed realnym światem. Podróż powrotna może być... ostatnią.
Czy warto?
Zbyteczne pytanie.
Za oknem śnieg?
Podróż do krainy wyobraźni nic przecież nie kosztuje!
<Fragment plakatu do filmu Imaginaerum (2012)>
<Zwiastun filmu>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz